Granice na Bałkanach Zachodnich

Žaklina Živković
6 lipca 2016

Wyobrażając sobie “zieloną utopię” – idealny świat – pewne jest jedno. To, że miejsce to jest wolne od opresyjnych, ograniczających nas granic.

Nieracjonalność granic pokazuje sama natura, której wszystkie elementy połączone są w nieustającym ruchu. Nie rozpoznaje ona granic, wyznaczanych przez człowieka. Niestety, wyobrażenie sobie świata bez tych granic pozostaje utopijnym marzeniem.

Kraje Bałkanów Zachodnich mają swoje własne, destrukcyjne doświadczenie granic. Jugosławia miała swe blaski i cienie, ale jej los pokazuje, że przekraczanie granic bywa trudne – i może kończyć się tragedią.

Dziś kraje powstałe na jej gruzach myślą o wstąpieniu i budowie europejskiej społeczności, opierającej się na solidarności i wolności, ciesząc się z nieuchronnych różnic.

Już osiągnięty postęp w tej dziedzinie zakłóciły dwa kryzysy – ekonomiczny oraz uchodźczy. Podmyły one fundamenty europejskiego ducha. Dla krajów regionu obecny kryzys migracyjny obudził nadal świeże wspomnienia.

Paradoks granic na Bałkanach

Żyjący na Półwyspie Bałkańskim Słowianie dobrze go znają. Granice były sednem problemów zarówno wtedy, gdy się łączyli, jak i podczas wzajemnych walk. Żyjący tu Chorwaci, Słoweńcy, Serbowie, Albańczycy, Kosowianie, Bośniacy, Macedończycy i inni – są ze sobą wzajemnie powiązani podobnym językiem lub historią.

Granice między nimi nadal istnieją w dwojakiej formie – realnej i wyobrażonej. Rozziew między nimi w wielu wypadkach determinował ich historię w XIX oraz XX wieku. Po dziś dzień pozostaje on polem minowym, powiązanym z regionalną polityką.

W XIX wieku – okresie europejskich nacjonalizmów – pojawiła się koncepcja zjednoczenia wszystkich zamieszkujących Bałkany Słowian w jednym państwie. Po zwycięstwie w I wojnie światowej powstało nowe państwo, mające gwarantować pokój w regionie.

Z początku przybrało ono formę Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, które przemieniło się w Jugosławię – republikę jednego narodu jugosłowiańskiego, opartego na indywidualnych wolnościach zamiast na prawach zbiorowych. Różnice etniczne były zamiatane pod dywan, a granice pomiędzy składowymi federacji ulegały rozmyciu.

Federalizm w komunistycznym po II wojnie światowej kraju uprawomocnił zróżnicowane tożsamości – każdy był zarazem obywatelem republiki składowej oraz całej Jugosławii.

„Braterstwo i jedność” stało się mantrą nowego państwa, wskazując na system solidarności różnych, ale sprzymierzonych narodów. Ta transformacja odzwierciedlała różnice, pokazywała jednak, że unia nie zawsze była stabilna.

Życie w Jugosławii obfitowało w kontrasty. Z jednej strony było to państwo komunistyczne, wyznające wąsko pojmowaną definicję wolności, dopuszczające tylko ograniczoną wolność słowa, tłumiąca wolności polityczne i religijne.

Systemu nie należało kwestionować – to z niego miała brać się wolność. Określano go mianem „zachodniego komunizmu” lub „demokracji ludowej”. Rozwijała się lokalna demokracja, doświadczano bezpieczeństwa społecznego i ekonomicznego, a silnej klasie średniej towarzyszył szacunek do robotników.

Jugosłowiański kosmopolityzm przejawiał się w polityce zagranicznej w formie dużego wpływu kraju i jego prezydenta – Josipa Broz-Tito – w ruchu państw niezaangażowanych.

Otwartość oraz swoboda podróżowania skutkowała setkami tysięcy mieszkańców tego kraju, pracujących w całej Europie, jak również tysiącami młodych ludzi z całego świata, przejeżdżających tu studiować lub odpoczywać. Akceptowany tak na wschodzie, jak i zachodzie Europy „czerwony paszport” był jednym z najbardziej pożądanych na świecie. Dla wielu ludzi ten stan rzeczy zdawał się trwały i oczywisty.

Powody rozpadu Jugosławii są złożone. W dużej mierze biorąc się z tłumienia istniejących w tym kraju różnic.

Patrzący nań z nostalgią – poza kwestiami socjalnymi i ekonomicznymi – tęsknią za niezbyt izolującymi granicami oraz za reputacją, jaką cieszył się w świecie wspomniany już „czerwony paszport”.

Unia Europejska szansą na pokój i współpracę

Mit ten umacniany jest przez pamięć o nagłym zamknięciu granic oraz sankcjach, będących skutkiem przetaczającej się przez Bałkany w latach 90. XX wieku wojny. Pochłonęła ona wiele istnień ludzkich – zabrała również wolność.

Obywatele nowopowstałych krajów byli niemal przez dekadę odcięci od reszty Europy, czekając w niekończących się kolejkach przy ambasadach na swoją wizę. Ich wnioski nierzadko odrzucano. Wolnomyśliciele zmuszeni zostali do życia w „więzieniu” odizolowanego od sąsiadów kraju.

Jak odnotował antropolog Stef Jensen, wojny te „dla niektórych urzeczywistniły sen ujednoliconych etnicznie ojczyzn, ich pełne przemocy ustanowienie związane było jednak z olbrzymimi przesiedleniami oraz poczuciem wykorzenienia społecznego, politycznego, ekonomicznego oraz emocjonalnego, doświadczanym przez wielu, którzy postanowili pozostać”.

Wojna skończyła się olbrzymią ilością ofiar oraz nierozwiązanymi, zamrożonymi konfliktami w wielu miejscach regionu.

Sankcje ekonomiczne oraz brak swobody poruszania się zmęczyły Serbów do tego stopnia, że w roku 2000 wywalczyli sobie demokrację na ulicach.

Dla wielu osób członkostwo kraju w Unii Europejskiej wydaje się kolejnym, logicznym krokiem – sposobem na walkę z nacjonalistycznym resentymentem. Uważa się, że wejście do UE pomoże w poprawie sytuacji ekonomicznej oraz przyczyni się do poprawy poziomu życia – ale również jako powrót do pokojowego projektu otwierania granic w obrębie większej społeczności europejskiej.

Perspektywa członkostwa była jak do tej pory najsilniejszym bodźcem do wdrażania reform oraz podejmowania działań na rzecz pojednania w regionie. Badanie opinii publicznej, poświęcone stanowisku w sprawie wejścia do Unii, przeprowadzone przez Foreign Policy Initiative w roku 2012 w Bośni i Hercegowinie wskazało, że większość pytanych widzi w niej szanse na rozwiązanie najważniejszych problemów kraju – zmniejszenia napięć, podtrzymania pokoju i stabilności, jak również poprawy poziomu życia.

Podpisanie umowy stowarzyszeniowej w roku 2008 oraz wejście na „białą listę” Schengen w rok później uznane zostało za punkt zwrotny dla Serbii. Wydarzenia te zmieniły również tutejszą scenę polityczną – w chwili pisania tego tekstu tylko 1 z 250 posłów parlamentu był jawnym przeciwnikiem wstąpienia Serbii do Unii Europejskiej.

Opinie na temat UE ulegały poprawie – aż do czasu, gdy kryzys ekonomiczny boleśnie ujawnił brak solidarności między jej państwami członkowskimi. W jego efekcie Unia odłożyła na bok plany na swoje poszerzanie, co zniechęciło do niej obywateli państw aspirujących do członkostwa.

Kwestie swobody poruszania się nadal pozostają istotnym tematem. Wedle badań z czerwca zeszłego roku trzy główne zalety przynależności do UE, dostrzegane przez Serbów, to lepsze perspektywy dla osób młodych (17%), więcej możliwości zatrudnienia (16%) oraz wolność podróżowania wewnątrz Unii (12%).

Druty na granicy – solidarność obywateli, izolacja państwa

Kryzys uchodźczy pokazał, jakim absurdem jest pozostawanie państw bałkańskich poza Unią Europejską. Pokazał też, w jaki sposób można używać granic jako narzędzia uprawiania polityki.

Nagły napływ uchodźców ujawnił możliwość ponownego zamknięcia granic. Na trasie bałkańskiej przemieściło się pół miliona osób. Chcące wstąpić do Unii Macedonia i Serbia znalazły się w potrzasku między Grecją a resztą państw UE, pozbawione wsparcia.

Zasieki i zablokowane granice były szokiem nawet dla największych euroentuzjastów w krajach byłej Jugosławii. Przypomniały o czasach izolacji, które wydawały się dawno minione.

Kryzys UE wpływa na stabilność regionu. Nadal istnieją między państwami napięcia, które mogą się jeszcze nasilić. Nieodpowiedzialni politycy, niezdolni do znalezienia rozwiązań dla problemów endemicznej korupcji, braku praworządności czy łapiącej zadyszkę gospodarki, używają nacjonalistycznej i populistycznej retoryki wokół kryzysu uchodźczego, by odwrócić uwagę od stojących przed nimi wyzwań.

W pewnym momencie aktualny kryzys zamienił się wręcz w wojnę handlową między Chorwacją i Serbią, gdy w atmosferze wzajemnych oskarżeń zaostrzały kontrole graniczne. Brakowało europejskiego rozwiązania. Wizja kosmopolitycznego, przepełnionego humanitaryzmem kontynentu łamała się z każdym obrazem dziecięcych nóg w błocie, armatek wodnych, drutów kolczastych i płomieni w obozach uchodźczych.

Kryzys, tak jak niedawne powodzie, pokazał jednak również nową twarz Bałkanów. Na poziomie lokalnym ludzie sympatyzowali i na różne sposoby organizowali pomoc dla uchodźców. Obywatele i organizacje pozarządowe z regionu nadal im pomagają – na kluczowych etapach przemarszu, w mediach społecznościowych, zbierając pieniądze itp. Osoby z Bośni i Hercegowiny zbierają pomoc i wysyłają ją ciężarówkami do Chorwacji i Serbii.

Wspólna (zielona) odpowiedź Europy

Ludzie nadal będą przybywać do Europy. Nadal też doświadczać będziemy jakichś kryzysów. Migracje stymulować będą problem coraz bardziej ograniczonych zasobów oraz kwestie ekonomiczne. Przebudzenie nastrojów populistycznych oraz prawicowego ekstremizmu sprawia, że zielone idee są aktualne jak nigdy.

Przykład Jugosławii pokazuje nam niejednoznaczność granic. Pokazuje, jak tożsamości etniczne czy narodowe nie mogą być lekceważone – a ich lekceważenie daje polityczne paliwo nieodpowiedzialnym jednostkom i grupom. Konflikty tego typu szybko eskalują.

Jugosławia pokazała nam jednak również, jak ważnymi wartościami są otwartość i wolność. Trzeba o nie dbać i walczyć każdego dnia. Przekroczenie granic, cieszenie się wolnością i solidarnością nie są czymś, co da się osiągnąć w stu procentach.

Ci z nas, którzy niegdyś cieszyli się przywilejem otwartych granic dobrze wiedzą, czym jest jego utrata.

Gdy skończyła się wojna, ludzie zdali sobie sprawę, że potrzebują ze sobą współpracować – szczególnie w kryzysowych okolicznościach. Sporo czasu zajmie przepracowanie bolesnych wspomnień i odzyskanie tego, co straciliśmy.

Jedyną odpowiedzią dla Bałkanów wydaje się więcej Europy. Projekt ten nie jest skończony – i nie będzie, dopóki nie obejmie wszystkich państw kontynentu. Bałkany zdały sobie z tego boleśnie sprawę. Europa stoi przed wyborem – ruszyć naprzód albo żałować z powodu straconych szans.

Artykuł „Beyond Borders: Lessons from the Western Balkans” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłum. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *