TransCanada pozywa USA za rezygnację z budowy rurociągu Keystone XL

11 stycznia 2016
Foto: Stephen Melkisethian/Flickr/Creative Commons
Foto: Stephen Melkisethian/Flickr/Creative Commons

6 listopada zeszłego roku zakończył się spór o budowę rurociągu Keystone XL, którym miała płynąć ropa z kanadyjskiego miasta Hardisty do Steele City w stanie Nebraska. Administracja Obamy odrzuciła wtedy plany jego budowy, podkreślając, że nie przyniesie planowanych korzyści dla gospodarki, bezpieczeństwa energetycznego i konsumentów. Jako jeden z głównych powodów swojej decyzji podał również ewentualne szkody dla środowiska, podkreślane przez wielką koalicję organizacji, ruchów ekologicznych i aktywistów sprzeciwiających się budowie Keystone XL. Inwestorem miał być kanadyjski koncern TransCanada. Jego interesów próbował bronić jeszcze Kongres, ale wysiłek ten od początku skazany był na niepowodzenie. Społeczeństwo obywatelskie mogło odtrąbić spory sukces.

Jednak 6 stycznia koncern TransCanada wydał oświadczenie, że pozywa Stany Zjednoczone o odszkodowanie w wysokości 15 miliardów dolarów. Podstawą pozwu jest prawo ochrony inwestorów (ISDS) w Północnoamerykańskim Układzie Wolnego Handlu (NAFTA). Decyzja ta jest kolejnym dowodem na niedemokratyczne przywileje wpisane (i ciągle wpisywane) w wiele umów handlowych, na mocy których inwestor może dochodzić roszczeń z tytułu utraty przyszłych zysków. Koncern uważa, że został „niesprawiedliwie pozbawiony wielomiliardowej inwestycji” i odrzuca wszelkie ekspertyzy wskazujące na zbyt wysokie ryzyko i koszty środowiskowe inwestycji.

Stanowisko koncernu, że infrastruktura i rurociąg, które pozwalają płynąć 800 tysiącom baryłek ropy dziennie nie ma negatywnego wpływu na środowisko naturalne wydaje się absurdalne. Jednak w jego obronie może pomóc fatalna ekspertyza wykonana na zlecenie Departamentu Stanu. Choć przeczą jej liczne niezależne raporty oraz analizy Agencji Ochrony Środowiska, to TransCanada zapewne powoła się na nią i tanio skóry nie sprzeda. Przynajmniej tak strategię koncernu opisuje Jamie Henn z organizacji 350.org, zaangażowanej w walkę przeciwko Keystone XL.

Warto przypomnieć, że USA są krajem bardzo rzadko pozywanym przez korporacje. Ponadto nie przegrały jeszcze żadnej sprawy przed prywatnymi trybunałami arbitrażowymi. Tak jak poprzednie przypadki pozwów opartych na klauzuli ISDS, przypadek TransCanada obnaża przywileje korporacji przemycone w umowach handlowych, z których coraz śmielej korzystają, podważając regulacje mające na celu ochronę dobra publicznego i środowiska.

Henn twierdzi jednak, że przeciwnicy takich umów handlowych, jak Partnerstwo Transpacyficzne (TPP) czy Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) mogą wykorzystać tę sprawę w swoich kampanijnych bojach. Sugeruje on, że walka z Keystone XL oraz sprzeciw wobec wspomnianych umów handlowych mobilizuje ludzi i podnosi ich świadomość na temat przywilejów korporacji i ich odpowiedzialności za podgrzewanie Ziemi. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę choćby ostatnie doniesienia brytyjskiego Guardiana, że koncern ExxonMobil ma istotny wpływ na treść rozdziału TTIP poświęconego energetyce.

Oprac. Robert Reisigová-Kielawski

Źródło: Common Dreams

Wydobycie ropy z piasków roponośnych w Albercie w Kanadzie. Foto: (cc) Dru Oja Jay, Dominion.
Wydobycie ropy z piasków roponośnych w Albercie w Kanadzie. Foto: (cc) Dru Oja Jay, Dominion.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *